BEZ HISTORII, BEZ HISTERII

Kolejny weekend za nami a co za tym idzie odbył się kolejny mecz miejscowej drużyny piłkarskiej. Dąb Kębłowo na wyjeździe podejmował Wisłe Borek Wielkopolski. Niestety mecz zakończył się porażką naszych piłkarzy 2-1. Bramkę dla Dębu zdobył w 24 minucie zdobył Rafał Wojtkowiak. 

Bez historii, bez histerii. Wisła Borek Wielkopolski – Dąb Kębłowo 2:1 (1:1). Wojtkowiak x1.

W drugiej kolejce sezonu 2017/18 udaliśmy się do oddalonego o 100 kilometrów Borka Wielkopolskiego licząc na jakąkolwiek zdobycz punktową. Niestety nasze nadzieje okazały się płonne, chociaż z przebiegu spotkania trudno byłoby wskazać drużynę lepszą tego popołudnia. Do Borka pojechaliśmy 17-toma zawodnikami, w pierwszym składzie wyszło 5 młodzieżowców, a kolejnych 3 siedziało na ławce. Całkiem dobry wynik i niezły prognostyk na przyszłość. Sam mecz nie był porywającym widowiskiem i mówiąc szczerze Mateusz Borek komentując mecz w Borku mógłby czasami przysypiać. W pierwszej połowie stworzyliśmy kilka bardzo dobrych okazji, niestety potężne uderzenie Miszy z rzutu wolnego sparował bramkarz, a Adam Ziomek dwukrotnie przeniósł piłkę nieznacznie nad poprzeczką. Do tego czasu Wiślacy stworzyli jedną dogodną okazję, kiedy to po zamieszaniu z rzutu wolnego z bliskiej odległości napastnik gospodarzy nie trafił w bramkę stojąc na wprost niej. Jednakże udało nam się wyjść na prowadzenie, kiedy to w 24 minucie Rafał Wojtkowiak zdobył swoją premierową bramkę w lidze okręgowej. Przechwycił piłkę na środku boiska, podprowadził dwadzieścia metrów i uderzył z dystansu po koźle. Piłka wpadła tuż przy słupku, a Wojtkowiak można rzecz, że był jedynym zawodnikiem, który w tej akcji uczestniczył. Człowiek orkiestra. Niestety chwilę później był już remis. Po wykopie bramkarza z piątki, piłka wylądowała w kole środkowym, (chociaż prawdopodobnie miała lecieć do któregoś ze skrzydłowych) , przegrana główka w środku, szybka prostopadła piłka, napastnik Wisły staje oko w oko z bramkarzem i w ostatniej chwili uprzedza go i ładuje piłkę do siatki. Szlag by to trafił. 1:1 i zjazd do bazy.

A w drugiej połowie od początku na boisku pojawił się grający trener gości, w naszych szeregach obyło się bez zmian. Kolejna odsłona spotkania nie była jednak już dla nas tak udana jak pierwsza, można by rzec, że wręcz pechowa. Kolejnej kontuzji nabawił się Marcin Korbas i będzie go czekać co najmniej kilkutygodniowa przerwa. Potrafiliśmy dostać się z piłką jedynie do trzeciej tercji boiska, lecz brakowało nam pomysłu jak przeforsować obronę gospodarzy. Dlatego jedyną stuprocentową okazję stworzyliśmy, kiedy to po dośrodkowaniu na wprost bramkarza znalazł się jeden ze skrzydłowych, ale nie trafił czysto w piłkę. Z mniej znaczących sytuacji mieliśmy jedynie dwa uderzenia Wojtkowiaka, które nie znalazły drogi do siatki. Gospodarze za to wyszli na prowadzenie, kiedy to po dośrodkowaniu nasz bramkarz nie wiadomo jakim cudem obronił mocną główkę i nie wiadomo jakim cudem niekryty był kolejny zawodnik z Borka, który dobił sparowaną piłkę do pustej bramki. Motyla noga! Żadnej ze stron nie udało już się stworzyć dogodnych sytuacji i zeszliśmy z boiska pokonani.

A za tydzień, a dokładniej w niedzielę 27 sierpnia o godzinie 17.00 podejmujemy u siebie GKS Włoszakowice i jak zwykle liczymy na liczną obecność. Do zobaczenia, do usłyszenia!

 

Tekst i foto – facebook Dąb Kębłowo

Komentarze z facebooka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *